Bliżej Czytelnika i problemów
Mocne zbliżenie do problemów Czytelników nastąpiło w latach sześćdziesiątych. Oczywiście, również na miarę czasu i epoki. Zaczęto zwracać uwagę na wszystko, co utrudniało codzienne życie zwykłych ludzi. Dziennikarze tępili aspołeczny styl życia ówczesnych notabli, przejawy kumoterstwa, znieczulicę urzędników, kliki, lekceważenie obowiązków, wszechobecną biurokrację i ogólnie znieczulicę społeczną. Do dziś wiele z tych problemów ciągle jest żywe.
Pojawiły się też artykuły pod tytułami, które nie wiele odbiegają od obecnych, choć wyrażone innymi słowy: "Pani Złotówce - szacunek", Niech jakość znaczy...", "Nad szklanką mleka", "Dorobek i perspektywy".
"Gazeta" próbował też uczulać ówczesne władze na to, że źle rządzi. Robiono to wprawdzie delikatnie, ale w tamtych latach (co młodzi ludzie nigdy tego nie pojmą) była to rewolucja. Już w 1962r. "Głos" zainicjował dyskusję pod znamiennym tytułem "Dlaczego ogórek nie śpiewa". Po raz pierwszy zaczęto mówić o kryzysie samorządu robotniczego, powołanego do życia w 1957 r.
tuż po dojściu do władzy Władysława Gomółki. Do tej pory był to temat tabu. W 1967 r. Ryszard Liskowacki (później redaktor naczelny m.in. tygodnika "Morze i Ziemia", który jako pierwszy w Polsce zaczął drukować "Ludzi Stalina") opublikował artykuł, który zatrząsł ówczesnymi elitami partyjnymi: "List do towarzysza N.". Upłynie jednak wiele lat, nim te słowa i inne wymysły dziennikarskie, odbijające nastroje społeczne jak w pisence Pietrzaka ("Za trzydzieści parę lat"), staną się ciałem.