Szczecinianie pamiętają

Szczecinianie nigdy nie zapomnieli też strajków z grudnia 1970 r., gdy spalono budynek KW PZPR, zabito kilkanaście osób, a komitet strajkowy w Stoczni Szczecińskiej im. Adolfa Warskiego uzyskał w Polsce miano "republiki szczecińskiej". Nie wymazano z ich świadomości protestu z 1980 r. i pacyfikacji stoczni w rok później.

Gdy jednak w 1988 r. rozpoczął się strajk w porcie i zajezdni, duża część społeczeństwa była zaskoczona. Wydawało się, że jest pogodzona z rzeczywistością. Były to jednak pozory.

napiecie rosło. Po wyjściu z więzienia Andrzeja Milczanowskiego (odbierał go osobiście Lech Wałęsa) i nieco później Mariana Jurczyka (przywódcy strajkowego z 1980 r.) powstała w Szczecinie w podziemiu Rada Koordynacyjna NSZZ "Solidarność" Pomorza Zachodniego.

Jednocześnie w Polsce trwały już tajne rozmowy między tzw.

doradcami "S", a przedstawicielami rządu. Strajk, który wybuchł w szczecinie w 1988 r. nazwany został wręcz samobójczym zrywem, który nie był na rękę delikatnym negocjacjom na temat dogadania się. W konsekwencji już w wolnej Polski przez wiele lat jego sprawcza rola dla rozpoczęcia okrągłego stołu i wolnych wyborów była pomijana, pomniejszana i deprecjonowana na rzecz wychwalanego Gdańska.

część druga tutaj