Szczecinianie pamiętają

część pierwsza tutaj

- W 1989 r. była w nas desperacja - przypomina tamte chwile Edward Radziewicz, ówczesny przywódca strajków. - Nie było szans na zwycięstwo i nie spodziewaliśmy się tego. Do dziś mam duży szacunek dla ludzi, którzy w ciągu godziny musieli zdecydować się, czy przystępują do strajku czy nie. Wszyscy mieli świadomość, że skończą się one aresztowaniem uczestników. A mimo to zdecydowali się. Ja sam sobie powiedziałem, niech się dzieje co chce, ale komunistom nie ustąpię.

Demokracja rodziła się w skomplikowanym doborze ludzi, którzy mieli reprezentować stronę solidarnościową. We wrześniu 1984 r.

Jurczyk spotkał się z Wałęsą, ale mimo deklaracji o potrzebie utrzymania jedności związku już wówczas doszło do rozdźwięków między nimi. To po latach skutkowało to tym, że Wałęsa na krótko uznał Jurczyka za reprezentanta związku na Pomorzu Zachodnim, a później zastąpił go Andrzejem Milczanowskim.

5 maja 1988 r. wybuchły strajki w zajezdniach autobusowych w Dąbiu i Policach. 22 czerwca w WPKM oraz wszystkich szczecińskich zajezdniach autobusów w obronie zwolnionych. 17 sierpnia rozpoczął się strajk w porcie, do którego dołączył WPKM. Powstał Międzyzakładowy Komitet Strajkowy z Edwardem Radziewiczem jako przewodniczącym.

4 czerwca 1989 r. Polacy poszli do wyborów. Pierwszych po wojnie, w których mogli zdecydować, na kogo chcą głosować.