Szczecińskie zegary

Adam Michnik po śmierci trafił do nieba. U bram spotykał św. Piotra, który oprowadził go po niebie. Michnika zaintrygowały zegary rozmieszczone w ogromnej ilości po całym nieboskłonie. Spytał o nie św. Piotra:

Co to są za zegary i czemu wskazują różne godziny?

Każdy człowiek ma taki zegar, którego wskazówki przesuwają się do przodu z każdym kłamstwem – usłyszał w odpowiedzi. Z chwilą urodzin zegar każdego człowieka wskazuje godzinę 12. Widzisz, tu mamy przykładowo zegar Matki Teresy, który wciąż wskazuje godzinę 12.

A gdzie są zegary polityków ?

Ich zegary robią za wentylatory w holu głównym.

Zapomniany zegar rzemieślników

Szczecin pozbawiony jest chronometru, który odmierzałby czas miasta i żyjących w nim ludzi. Nie ma zegara, pod którym umawialiby się zakochani i biznesmeni, pędzący wiecznie za pieniędzmi. Te nieliczne, które udało się zachował i odrestaurował, nie przyciągają wzroku, a te zapomniane niszczeją, chowając się coraz głębiej w szufladach ludzkiej pamięci.

Jednym z najstarszych i zachowanych jeszcze zegarów szczecińskich, który przetrwał w dobrym stanie wojnę, jest czasomierz umieszczony na budynku ZDZ przy placu Kilińskiego. Przed wojną mieściła się tu Szkoła Rzemiosła, której absolwenci skonstruowali ten chronometr.

To największy zegar szczeciński. Dwanaście wielkich kul przypomina piłki i może dlatego przez dziesięciolecia rozpalają wyobraźnię dzieci. Owymi kulami oznaczono godziny. Tuż po wojnie zegar odmierzał precyzyjnie czas, wydzwaniając pełne godziny. Świadkowie tamtych dni twierdzą, że działał jedynie bardzo krótko. Dosłownie przez pierwsze miesiące, kiedy jeszcze na Niebuszewie mieszkali Niemcy. Wkrótce jednak stanął.

Stanisław Bakierowski, który w latach 50. pracował w Szkole Odzieżowej przy pl. Kilińskiego wspominał kiedyś, że zegar zamierzano uruchomił w roku 1956. Niestety okazało się wówczas, że znikły części jego maszynerii rozszabrowane przez zbieraczy metali kolorowych. Pomysł szybko zarzucono, choł mogli je dorobił uczniowie zasadniczej szkoły zawodowej, którzy nie takie rzeczy robili wówczas na zajęciach.

– Jakoś nikt nie kwapił się zabrał za reperację zegara – wspomina Jan Osiński, prezes ZDZ. – Później, na początku lat 80. pomysł wrócił i zaczęto szukał zegarmistrza, który wykonałby pracę. Długo nie można było znaleźł odpowiedniego fachowca. W końcu trafił się, coś tam zrobił i zegar zaczął chodził. Wkrótce jednak ponownie stanął.

Gdy magistrat zainstalował na swoim budynku nowoczesny zegar, złośliwcy mówili: – Urzędnicy dbają, by przypadkiem nie został w pracy minuty dłużej, niż trzeba. Jakie by nie były wówczas intencje władz miasta, nigdy nie zadbały o zegar na ZDZ.

Pewien optymizm do historii zapomnianego zegara wnosi fakt przejęcia części obiektów ZDZ przez Uniwersytet Szczeciński.

– Staramy się w ministerstwie o pieniądze na remont budynków – przyznaje prof. Ryszard Borówka, dziekan Wydziału Nauk Przyrodniczych US. – Myślę, że pierwszą transzę powinniśmy otrzymał już w przyszłym roku, ale zostanie wykorzystana na remont wnętrz. Elewację i renowację zegara przeprowadzimy w drugiej kolejności, co był może nastąpi w 2015 r.